11.12.07
Robienie zdjęć makro jest świetną zabawą, o ile jednak posiadamy na tyle dobry (drogi?) sprzęt, żeby swobodnie polować na te wszystkie kwiatki i robaczki. Nie każdego jednak stać na takie cuda, których używa ten pan. Pomijając wszystkie te fikuśne lampy, potrzebny jest przede wszystkim obiektyw który pozwoli na wystarczające zbliżenie
Chyba każdy kto miał okazję "bawić" się z obiektywem (niekoniecznie makro) odczepionym od lustrzanki zauważył, że można z niego korzystać jak ze szkła powiększającego. I tutaj właśnie leży nasza szansa :D Wystarczy zamontować obiektyw odwrotnie do aparatu i już mamy maszynkę do makro.
Tak się składa, że posiadam kilka obiektywów M42 których używałem do analogowej Praktica LB2 (która niestety umarła). Po przymiarkach najlepszy okazał się Helios 58mm f/2.0 z gwintem na filtr 52mm.
Po pierwsze: f2 daje wystarczająco dużą dziurę żeby było widać sporo obrazu. Po drugie: 58mm daje rozsądne powiększenie bez przesadnej wielkości obiektywu. I po trzecie, najważniejsze: mam tulejkę do mocowania filtrów 52mm do mojego Canona a510. Pozwoliło mi to łatwo stworzyć mocowanie do aparatu- korzystając z odrobiny taśmy klejącej. Użyłem bezbarwnej i nie wygląda to zbyt super, ale akurat mi nie zależy zbytnio na wyglądzie sprzętu więc brałem co było pod ręką. Dla lepszego efektu można użyć np. taśmy izolacyjnej.
Tak to wygląda:
Mocowanie do aparatu jest solidne więc można spokojnie siedzieć w trawie i polować na wszystko co jest na tyle małe że tego normalnie nie zauważamy i nie martwić się o to że coś odpadnie. Koszt takiego obiektywu to ok 40zł na allegro (dużo tu zależy od szczęścia, może się trafić za grosze), tulejki kosztują ok 30 zł. Z jednej strony jest to więc trochę pieniędzy, a z drugiej obiektyw prawdziwy obiektyw makro kosztuje dużo więcej. Ja na to nie wydałem w sumie nic, bo obie rzeczy miałem już wcześniej kupione do innych celów.
Pora więc na test, wykorzystam śrubkę (długość 1,5cm, szerokość główki 0,5cm). Wszystkie zdjęcia są niekadrowane, jedynie pomniejszone. Zdjęcie bez obiektywu przy maksymalnym ustawieniu makro:
Teraz zdjęcie przy nałożonym obiektywie i maksymalnym oddaleniu w aparacie

Oprócz gigantycznej winety, nie zyskaliśmy kompletnie nic. Magia zaczyna się jednak po podkręcenia zoomu optycznego (można kliknąć żeby zobaczyć większą wersję):
Wnioski? Można wyciągnąć napawdę spore powiększenie. Obraz jest żyleta (wiem że nie do końca, ale ten aparat często normalne zdjęcia robi mniej ostre więc to raczej jego wina), jednocześnie głębia ostrości znika prawie do zera. Autofocus aparatu działa, jednak tylko w dosyć niewielkim zakresie, więc wszystkie zdjęcia trzeba robić z podobnej odległości.
Efekty zabawy z takim sprzętem mogą być zaskakująco dobre. Dwa moje przykładowe zdjęcia, robione konkretnie tym obiektywem i tym canonem a510


Komentarze:
1.
JOUKI 11 12 07 o godz. 20:17:38 napisał(a):
Nie spodziewałem się! Wykręciłem obiektyw od starego Zenita TTL i mogę ostrzyć przesuwając sprzęt o 1mm! Nieźle!
Mówiłem już, że Cię polubiłem? :)
2. ignis 11 12 07 o godz. 22:49:05 napisał(a):
hmn, a skoro o zenicie mowa, to ja "zespawalam" jakze swietne pierscienie makro Zenith UMTZ z body cap i do tego dokrecam sobie obiektyw od analogowego canona :D ale to tez calkiem dobry sposob :)
3.
Radek 03 07 09 o godz. 07:37:01 napisał(a):
A jak to się ma do soczewek przybliżających (np. taka http://www.allegro.pl/item678396939_62_close_up_1_soczewka_makro_przyblizajaca.html)? Bo też kosztują grosze...
Dodaj komentarz: